wtorek, 28 maja 2013

Początek Końca

Zadzwonił budzik. Odruchowo zaczęłam szukać go dłonią po szafce stojącej obok mojego łóżka. Uderzyłam go ręką, po czym ponownie wygodnie ułożyłam się w łóżku i czułam jak zasypiam. Nie trwało to długo, gdyż chwilę później otrzymałam SMS’a od mojej przyjaciółki.

Od: Nadia <3
Wstałaś ? ;)


Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 7.10.

Do: Nadia <3

Wstałam, wstałam. ;*


Odłożyłam telefon na bok i podniosłam się do pozycji siedzącej. Przetarłam zmęczone oczy, którym po chwili zmieszania ukazał się mój pokój. Fioletowe ściany, mały stolik z dwoma pufami, biurko przy którym stało krzesło obrotowe, a zaraz obok drzwi do garderoby. Na ścianach wisiał telewizor a naokoło niego mnóstwo plakatów mojego idola.
„Jesteś chyba jedynym powodem, dla którego się uśmiecham” – powiedziałam do siebie lekko unosząc kąciki ust. Chwilę później znajdowałam się już przy drzwiach garderoby. Weszłam do środka. Nawet nie minęła minuta, a ja już zdążyłam stwierdzić, że nie mam w co się ubrać. Wyciągnęłam więc zwykłe, stare jeansy, czarną podkoszulkę, na którą zarzuciłam koszulę w kratę i czerwone converse. Ubrałam się, zgarnęłam z podłogi plecak i zeszłam na dół.
- Cześć mamo – krzyknęłam wchodząc do kuchni.
- Cześć myszko, śniadanie na stole. – odpowiedziała mi.
- Dziękuję – rzekłam i usiadłam przy stole, na którym stała miska z mlekiem oraz płatki. Zjadłam przygotowany posiłek, po czym znalazłam się w łazience. Spojrzałam w lustro próbując zauważyć w sobie coś, co jest powodem wszystkich docinków i plotek. Jedyne co zobaczyłam to nie najładniejsza dziewczyna z wielkimi marzeniami. Westchnęłam. Odkręciłam wodę w kranie i przemyłam twarz, a następnie wyszczotkowałam zęby. Jeszcze raz zerknęłam w lustro, tym razem w celu pomalowania rzęs. Kiedy skończyłam odwróciłam się na pięcie i wyszłam z łazienki. Odblokowałam telefon, była 7.35. Czas do szkoły. Założyłam słuchawki i narzuciłam plecak na jedno ramię.
- Idę mamo ! – krzyknęłam wychodząc.
- Powodzenia! –usłyszałam tylko, zanim zatrzasnęłam drzwi.
Szłam szybkim tempem w stronę więzienia… To znaczy szkoły, której tak strasznie nie lubiłam. Nagle w kieszeni zawibrował mój telefon dając mi znak, że mam wiadomość. Wyjęłam go i odblokowałam ekran.

Od: Nadia <3
Powiedz wychowawcy, że się spóźnię. Do zobaczenia! Xoxo.


Nie wiedziałam o co chodzi, ale to musiało być coś ważnego, bo Nadia bardzo rzadko ma powód do spóźnień.

Do: Nadia <3
Okej, powiem. Xoxo.

Schowałam komórkę i zanim się zorientowałam przekroczyłam bramę szkoły. Mijając ludzi siedzących na ławkach czułam się niepewnie. Nawet nie wiem dlaczego, ale tak jest od zawsze. Otworzyłam drzwi budynku i weszłam do środka. Na korytarzu było niemalże pusto. Nic dziwnego, autobus, którym jeździ większość uczniów się spóźnił. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam moją drugą przyjaciółkę, więc postanowiłam podejść. Siedziała sama.
- Siemka Roksi! – krzyknęłam tak, aby mnie usłyszała, a ona wyjęła słuchawki z uszu.
- Hej kochana. Jak tam ? – spytała.
- Dzień jak co dzień – rzuciłam – a jak u ciebie ?
- W porządku. Gdzie masz lekcje ?
- Na piętrze. Idziesz ze mną ? –zapytałam.
- Nie, zostanę. Zaraz przychodzi Igor, musi mi oddać zeszyt.
- Okej, to do zobaczenia – uśmiechnęłam się i odeszłam.
Weszłam na schody, ale kiedy udało mi się pokonać trzy stopnie, uznałam, że nie ma siły alby iść dalej. Trzymając się poręczy powolnym krokiem ciągnęłam się na górę, aż w końcu ujrzałam klasę
nr 16.
„Nareszcie” – przemknęło mi przez myśl. Usiadłam na ławce pod klasą obok koleżanki. Rzuciłam plecak na ziemię i odetchnęłam. Czułam się jakbym właśnie przebiegła drogę do szkoły i wbiegła na górę.
Nagle z dołu dobiegły mnie rozmowy, krzyki i piski. Zrozumiałam, że autobus właśnie przyjechał. Patrzałam na osoby, które kolejno przechodzą obok mojej klasy. Wiele z nich patrzyło się na mnie w dziwny sposób. Gdyby ich wzrok mógł zabijać, już dawno bym zginęła. Po krótkiej chwili dostrzegłam trzech moich kumpli. Szli powoli rozmawiając i śmiejąc się. Jeden z nich zobaczył, że siedzę pod klasą i zasygnalizował to ruchem ręki, co sprawiło, że ruszyli w moją stronę.
- Siema – rozłożył ręce Seba, aby się przytulić.
- Hejka – odpowiedziałam wstając.
Filip i Mati zrobili to samo. Przywitałam się z nimi, chwilę porozmawialiśmy, ale chłopaki musieli iść już do klas. Przytuliłam jeszcze raz Mateusza, po czym odeszli, a ja głęboko się zamyśliłam. Z moich długich rozmyślań wyrwał mnie dzwonek oraz nauczyciel, który już stał pod klasą.
Zdenerwowana podniosłam plecak z podłogi i weszłam do środka. Zajęłam swoje miejsce w ławce i podniosłam rękę, przypominając sobie SMS’a od Nadii.
- Tak ? – spytał nauczyciel wskazując na mnie.
- Nadia kazała mi przekazać, że się spóźni.
- Dobrze – odpowiedział, a ja oparłam się o ścianę. Wychowawca załatwiał swoje sprawy, a ja ponownie zaczęłam rozmyślać. Zastanawiał mnie fakt, jak bardzo można lubić swojego kolegę. Z czasem zaczęłam nawet rozważać fakt czy… nie, to raczej nie możliwe.
Po chwili drzwi klasy otworzyły się. To Nadia wtargnęła do klasy jakby zaraz miałby ją złapać seryjny morderca.
- Przepraszam za spóźnienie! – wydyszała zamykając drzwi.
- Tak, tak. Marta mówiła mi, że się spóźnisz. – odrzekł, a Nadia podeszła do ławki, w której siedziałam, odsunęła krzesło i zajęła miejsce obok.
- Dzięki – uśmiechnęła się.
- Nie ma sprawy – odwzajemniłam lekko uśmiech – gdzie byłaś ?
- Musiałam zajść po drodze do lekarza, mama prosiła, żebym wzięła jej skierowanie.
- Coś się stało ?
- Nie, najzwyklejsze badanie. – oznajmiła mi i zaczęła grzebać w plecaku. – Ćwiczysz na w-f ?
- Tak, a Ty ?
- Też. Dzisiaj ponoć mamy iść na dwór grać w nożną.
- Mi pasuje – uśmiechnęłam się.
Podczas kiedy Nadia szukała czegoś w plecaku, ja postanowiłam sprawdzić, czy aby na pewno wszystko wzięłam. Wtedy spostrzegłam, że na spodzie mojej torby nie ma spodenek na w-f.
- Nie wierzę ! – krzyknęłam na całą klasę.
- Co się stało ? – spytała zdziwiona przyjaciółka.
- Nie spakowałam spodenek na w-f. – odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- To pożycz. Myślę, że Mati…
- Zamilcz – przerwałam jej, śmiejąc się.
- Ale czemu ? – odpowiedziała również się śmiejąc.
- On i tak już ma mnie zapewne za łamagę. Tyle razy coś od niego pożyczam, ale… - urwałam.
- Ale co ?
- Ale wygląda na to, że nie mam innego wyjścia – zachichotałam.
W momencie, kiedy skończyłam to mówić, dzwonek dał nam znać, że czas na przerwę. Dla mnie to raczej był wyścig z czasem, aby znaleźć Matiego, a następnie przebrać się na następną lekcję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz