niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział 3.

Z samego rana obudziło mnie drapanie pazurkami w drzwi. To był mój pies. Przeciągnęłam się na łóżku i odwróciłam na drugi bok, próbując go ignorować. Młody jednak, zaczął skomleć, piszczeć i podszczekiwać.
„Jak jesteś taki cwany, to sobie otwórz!” – zaśmiałam się, wiedząc że nie da rady. Chwilę później usłyszałam stukot pazurów o panele i zdyszany oddech.
- Okej Cwaniak, wygrałeś. – powiedziałam do zwierzaka, kiedy wskoczył mi na łóżko i zaczął lizać po twarzy. Był strasznie sprytny, jak na półrocznego szczeniaka i wyjątkowo… duży.
Cwaniak zeskoczył z łóżka, a ja ponownie się przeciągnęłam, po czym wzięłam do ręki telefon. Była 6.00.
- Dlaczego Ty musisz budzić mnie tak wcześnie ? – spytałam kundelka, na co on tylko pomerdał ogonem i przekrzywił łepek. To było urocze. Usiadłam na łóżku. Rozglądając się dookoła, próbowałam dojść do wniosku, że jest poranek i muszę wstać. Powiem szczerze, że Cwaniak ułatwił mi sprawę. Zdjął z półki opakowanie z płytą mojego idola i wybiegł z pokoju. W obawie o zniszczenie płyty zebrałam się i pobiegłam za nim. Jak się okazało, młody wcale nie chciał zgryźć mi CD, jedyne czego oczekiwał, to szybkie wyjście na dwór. Odebrałam on niego zabraną (lekko zaślinioną) rzecz i poszłam na górę do swojego pokoju. Założyłam na siebie dres i wróciłam do czworonożnego przyjaciela.
- Idziemy ? – spytałam go, a on w geście potwierdzenia skoczył dwoma łapami na drzwi, które otworzyłam. Patrząc na godzinę, uznałam, że jeśli pójdę z nim na 30 min. to spokojnie zdążę do szkoły.  Przeszłam z nim przez cały park i z powrotem.
Kiedy weszliśmy do domu, Cwaniak położył się ze zmęczenia na środku salonu i nie miał najmniejszego zamiaru się ruszyć. Uśmiechnęłam się i poszłam naszykować się do szkoły. Ubrałam się, uczesałam, zjadłam śniadanie i… dostałam sms.
Od: Sebaa ^.^
Idziesz dzisiaj po szkole na Orlik ?
Po chwili zastanowienia uznałam, że to nie jest najgorszy pomysł, aczkolwiek…
Do: Sebaa ^.^
Kto będzie ? ;)
Schowałam telefon do kieszeni spodni, wzięłam plecak i wyszłam powolnym krokiem z domu. Rozglądając się po okolicy zrozumiałam dlaczego Sebastian chce iść na Orlk akurat dzisiaj. Zapowiadał się piękny, słoneczny dzień. Dla chłopaków to jedyna (od dawna) okazja, żeby pograć i przy okazji nam podokuczać. Moja komórka znów dała sygnał, że mam wiadomość.
Od: Sebaa ^.^
Ja, Filip, Matej, Nadia i Szymon :D

Do: Sebaa ^.^
Jaki Szymon ? O.o
Przez myśl przeszli mi wszyscy chłopcy, których znałam. Żaden z nich nie miał na imię Szymon.
Od: Sebaa ^.^
Taki z 3c. Ale to jeszcze nie jest pewne. Idziesz ?
Już wiem! Szymon, który obronił mnie przed moim najukochańszym damskim bokserem. Przez to zaczęłam się wahać, co odpisać. Nie wiem, czy to najlepszy pomysł, żeby… Ale z drugiej strony Chłopak i Nadia będą tam ze mną.
Do: Sebaa ^.^
Okej, pójdę ;)
Chwilę później byłam już w szkole i czekałam na Nadię oraz autobus, który miał przyjechać. W nim byli moi kumple. Nagle przyuważyłam jednak, że parę ławek ode mnie siedzi Roksi i jakiś chłopak.
Nie chciałam podchodzić i natrętnie wypytywać kim on jest, więc grzecznie poczekałam aż on sobie pójdzie. Na szczęście nie musiałam długo czekać. Kiedy nieznajomy odszedł, ja jak oparzona podbiegłam do przyjaciółki.
- Kto to był ?
- Kolega. Rok młodszy. – uśmiechnęła się – a tak ogólnie to HEJ.
- No hej, hej… Pierwszy raz gościa widzę.
- Przyszedł do naszej szkoły dopiero w tym roku. Mało ludzi go kojarzy. – odrzekła.
- No chyba, że tak. – odwzajemniłam w końcu uśmiech.
- Muszę już iść. Zadanie z matmy samo się nie przepisze. – zaśmiała się.
- Okeeej – przytuliłam Roksi, która po chwili zniknęła pomiędzy ludźmi.
Na szczęście Nadia przyszła dosłownie minutę po tym, jak pożegnałam się z Roxx. Zastanawiało mnie, czy wie, że idziemy dzisiaj na Orlik. Jednak nawet nie musiałam jej o to pytać.
- Kierunek Orlik ! – krzyknęła podchodząc do mnie.
- Wiadomo. Nareszcie będzie ciepło!
- Wiesz który to ten Szymon ?
- No… kojarzę – mówiąc to przypomniała mi się sytuacja z Dawidem.
- To dobrze. Ja kompletnie nie wiem kto to. – odparła.
- Zobaczysz może dzisiaj.
Po krótkiej rozmowie przyjechał autobus, a z niego wysiedli kolejno Filip, Mateusz i Sebastian. Nie mogłam nigdzie w tłumie wypatrzyć Szymona. Kiedy chłopcy podeszli do nas, pierwsze o co zapytałam to…
- Gdzie Szymon ? – ich reakcja była lekko opóźniona, gdyż ‘geniusze’ musieli ogarnąć o co mi chodzi.
- Umm… Nie przyjechał do szkoły. – odpowiedział mi po chwili Filip.
- To doooobrze. – rzekłam – a tak ogólnie.. to siemka – wstałam i przytuliłam ich. Nadia zrobiła podobnie.
Kiedy zadzwonił dzwonek, rozeszliśmy się do klas. Na szczęście dzisiaj niczego nie zapomniałam.
„Mądra Marta” – pochwaliłam jakby sama siebie, po czym wywnioskowałam, że to było dość dziwne.

Godziny w szkole minęły zaskakująco szybko. Możliwe, że to dzięki odwołaniu niemieckiego wszystkim klasom trzecim.
Po 6 lekcji nasza piątka zebrała się przed bramą szkoły i ruszyliśmy w stronę Orlika.
______________________________________
Trochę ciulowy rozdział, ale cóż ... >,< 

środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 2.

Kiedy w końcu udało mi się oddać Mateuszowi spodenki, poszłam powoli pod swoją klasę…
Szczerze mówiąc, przez resztę dnia w szkole nic ciekawego się nie wydarzyło.
Wracając do domu rozmawiałam z Roksaną przez telefon.
- Coś się dzieje – powiedziałam lekko zasmucona.
- O czym mówisz ? – spytała przyjaciółka.
- Chodzi mi o to, że tracę kontakt z kumplami.
- Pewnie znów dramatyzujesz!
- Wcale nie! – zaprotestowałam – Kiedyś widywałam się z nimi prawie codziennie, a teraz ? Teraz jestem szczęśliwa, kiedy porozmawiam z nimi w szkole.
- Jej.. Czemu tak jest ?
- Nie mam pojęcia, ale nie jest to fajne…
Nasza rozmowa trwała około 15 minut, aż nie ujrzałam z bliska drzwi swojego domu. Weszłam do środka, zdjęłam kurtkę, buty i pobiegłam na górę. Niemalże w błyskawicznym tempie padłam na łóżko. Chwyciłam pilota od wieży i włączyłam pierwszą lepszą płytę swojego idola. Przez długi czas leżałam wgapiając się w ukośną ścianę, na której znajdował się wielki napis „Never Say Never”.
„Nigdy nie mów nigdy” – powiedziałam sama do siebie. Po czym przez umysł przebiegło mi tysiąc myśli. Nie mogłam wytrzymać samej siebie. Mój mózg nie chciał dać mi spokoju. Chcąc się tego pozbyć, włączyłam telewizor.

„Justin Bieber niedługo ogłosi kolejne koncerty po europie! Czy możemy spodziewać się bożyszcza nastolatek po praz pierwszy w naszym kraju ?” – usłyszałam głos jakiegoś gościa. Szczerze mówiąc nawet nie zareagowałam na tę wiadomość. Wiele organizacji robiło mi nadzieję na ten koncert tak długo, aż ją straciłam.
Przez krótki czas ‘leciałam’ po kanałach. Zatrzymałam się na jakimś kanale komediowym, na którym akurat leciały „Pingwiny z Madagaskaru”. Uśmiechnęłam się sama do siebie, przypominając sobie pewne zdarzenie. Oglądając film – usnęłam.
Kilka godzin później obudził mnie telefon. Szybko otrząsnęłam się i usiadłam na łóżku. Rozglądając się po całym pokoju usiłowałam znaleźć komórkę. Leżała na biurku. Sięgnęłam po nią, nie patrząc nawet na wyświetlacz.
- Halo ? – odebrałam, próbując stłumić ziewnięcie.
- Cześć. Jesteś w domu ?
- Ummm… Jestem.
- Super. Będziemy za 10 min. – usłyszałam głos jednego z moich kumpli po czym spojrzałam na zegarek.
- Ale jest przed 20 !
- Wiem, ale ta sprawa nie możemy długo z tym zwlekać. Do zobaczenia.
Po tych słowach zorientowałam się, że rozmowa została zakończona. Nie miałam zielonego pojęcia o co chodzi. Położyłam się z powrotem na łóżko. Telewizor był ciągle włączony. Kolorowe, migające światła z telewizora oświetlały cały pokój, a po głowie nadal chodziły mi różne scenariusze togo, co się stanie, kiedy chłopaki przyjadą.
Nie musiałam na nich długo czekać, bo gdy tylko wygodniej się ułożyłam usłyszałam dzwonek do drzwi. „Cholera” – wymamrotałam.
- Marta! Koledzy do ciebie! – moja mama nawoływała mnie z dołu.
- Już idę! Nich poczekają na dole! – odkrzyknęłam, podnosząc się z łóżka.
Podeszłam do lustra i ogarnęłam się tak, aby nie wystraszyć kumpli. Założyłam na siebie przydużą bluzę i wyszłam z pokoju. Szczerze mówiąc byłam bardzo ciekawa, co to za „ważna sprawa”, którą mają do mnie chłopcy. Zbiegłam po schodach, a za rogiem już na mnie czekali.
- Hejka – podeszłam i przytuliłam po kolei Matiego, Filipa i Sebastiana. – co jest tak ważnego, żebyście musieli do mnie przyjeżdżać o 20.00 ?
- To, co chcemy ci pokazać, jest za drzwiami. – powiedział spokojnie Seba.
- Ummm… Okej ?
- Chodź z nami. – Filip otworzył drzwi mojego domu.
Wszyscy wyszliśmy a zewnątrz. Rozejrzałam się dookoła, ale nic nie spostrzegłam do czasu, kiedy nagle coś zaczęło wąchać mi nogę. Spojrzałam w dół i ujrzałam małą, czarno-białą, puchatą kulkę z wielkimi brązowymi oczami, które wgapiały się we mnie.
- O Boże! Jaki słodziak – przykucnęłam do szczeniaka. – Czyj ?
- Sebastiana – kiwnął głową Mati.
- Jaki kochany – rzekłam a maluch przystąpił do dokładnego obwąchania mnie z każdej strony. – Ale nadal czegoś nie rozumiem…
- Czego ?
- Czemu go tu przyprowadziliście, jako „bardzo ważną sprawę” ? – spytałam. W tym czasie czekoladowooki wskoczył mi bez wahania na kolana.
- A właśnie! – przypomniał sobie Seba – Nie wiem jak go nazwać.
- Jejku. – uśmiechnęłam się, a mój policzek właśnie dotknął  mały, czarny, mokry nosek.
- Może jakieś pomysły ?
Na chwilę się zamyśliłam, jak można by nazwać taką kuleczkę. Kuleczkę, która niedługo urośnie i będzie wielka. Po chwili milczenia, spojrzałam na Mateusza, który obserwował mnie i malutkiego. Uśmiechał się. Kiedy zorientował się, że patrzę na niego, lekko przymrużył oczy, jakby chciał mi coś powiedzieć. Od razu wiedziałam, co ma na myśli.
- Nazwij go Bob! – uniosłam lekko kąciki ust.
- Co ? – zdziwił się Seba.
- Noo… Powiedziałam, żebyś nadał mu piękne imię… BOB.
- Dlaczego akurat Bob ? – spytał Filp.
- Bo wygląda jak Bob – odpowiedziałam, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Argument nie do przebicia – zaśmiał się Mateusz.
- No niech będzie. Skoro już przyjechaliśmy, to niech nazywa się Bob.
- Uhuhu! – ucieszyłam się, wstając i biorąc szczeniaka ręce. Merdał ogonkiem, nie do końca wiedząc co się dzieje. Mały różowy język wystawał mu lekko z mordki, przez co maluch stał się jeszcze bardziej uroczy.
- Od dziś nazywasz się Bob, wiesz ? – uśmiechnęłam się. – Ciocia Marta kupi ci jutro po szkole ładną zabawkę.
Koledzy zaśmiali się, słysząc jak rozmawiam z psem, mimo że chwilę później robili dokładnie to samo. Zrobiło się późno. Pożegnałam więc chłopaków, którzy odjechali do domu.
Weszłam do przedpokoju.
- I co ? Jak się wabi ? – usłyszałam głos mamy.
- Dałam mu imię Bob.
- Bob ? Dlaczego ?
- Bo wyglądał jak Bob. – Zaśmiałam się i weszłam do łazienki, aby wziąć prysznic.
Po długiej kąpieli, przebrałam się w za dużą, męską koszulkę i spodenki. Przechodząc przez salon wzięłam swojego kota i zaniosłam go do swojego pokoju, położyłam w kojcu i przykryłam lekko kocem. Po czym sama poszłam do własnego łózka. Nawet się nie zorientowałam, jak szybko zasnęłam. 

piątek, 31 maja 2013

Rozdział 1.

- Mati ! Maaati ! – zawołałam widząc swojego kumpla.
- Co się stało ?
- Masz spodenki na w-f ?
- Znów zapomniałaś ? – zaśmiał się.
- Moooooże – wywróciłam oczami lekko unosząc kąciki ust.
- Hahah. Już ci pożyczam – odpowiedział i zaczął grzebać w plecaku. Podczas gdy to robił, ja bacznie go obserwowałam. Po chwili Mateusz wyciągnął parę czarno-czerwonych spodenek.
- Dzięki – powiedziałam przytulając go.
- Nie ma sprawy. Polecam się na przyszłość – uśmiechnął się, a jego niebieskie oczy zdawały się błyszczeć. Odwzajemniłam uśmiech i odeszłam jeszcze przez chwilę oglądając się za siebie.
Zeszłam na dół do szatni dziewczyn, zatrzasnęłam drzwi i usiadłam na ławce. W ręce trzymałam spodenki. Po kilku minutach zaczęłam się przebierać. Kiedy skończyłam, czułam na sobie wzrok dziewczyn z mojej klasy. Spojrzałam na to, jak jestem ubrana. Zaśmiałam się sama do siebie. Pożyczone spodenki były na mnie trochę przyduże, tak jak koszulka, którą wzięłam rano od starszego brata.
- Czyje to spodenki ? – spytała jedna z koleżanek.
- Ammmm…. – nie zdążyłam odpowiedzieć.
- Pewnie Matiego! – odpowiedziała za mnie inna z dziewczyn.
- Jak zawsze. – oblizałam usta.
W tym momencie zadzwonił dzwonek i musiałyśmy iść na salę gimnastyczną. Wchodząc na górę jeszcze przez chwilę żartowałam z kumpelami. Kiedy dotarłyśmy do sali, nauczyciel sprawdził obecność i tak jak powiedziała Nadia – gra w piłkę miała się odbyć na dworze.
Kiedy moja klasa zaczęła wychodzić na zewnątrz, uświadomiłam sobie, że Mati ma lekcje  na samym dole w klasie, z której idealnie widać boisko do piłki nożnej.
- Cholera – mruknęłam do siebie jeszcze raz spoglądając na to, w co jestem ubrana.
- Co jest ? – spytała Nadia dobiegając do mnie.
- Mati ma tu lekcje – wskazałam ręką na wielkie okno od klasy nr 6.
- Uuu… Nieciekawie.
- Mnie to mówisz ? – powiedziałam, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Idąc z przyjaciółką na rozgrzewkę starałam się pozostać niezauważona przez uczniów klasy 3c, do której należał też Mateusz. Początkowo chowałam się za Nadią, a kiedy ona zaczęła biec padłam na ziemię.
- Co ty robisz ? – zapytał rozzłoszczony nauczyciel.
- Jaaa… Ummm… Potknęłam się. – zmyśliłam.
- Podnieś się i biegnij.
- Tak jest ! – krzyknęłam i przebiegłam obok okna w niemalże błyskawicznym tempie.
Po skończonej rozgrzewce wszyscy mieli iść na boisko. Przez chwilę zapierałam się rękami i nogami, aby nie musieć dziś grać, ale uznałam, że to bez sensu, a ON na pewno mnie nie zauważy.
Niestety jak widać szczęście mi dzisiaj nie dopisywało, kiedy tylko wybraliśmy składy drużyn, otworzyło się okno klasy nr 6, a za nim stał Mateusz z kumplem.
- Stylowo! – krzyknął uśmiechając się szeroko.
- Ojj.. Zamknij się ! – zaśmiałam się.
- No co ? Mówię, że stylowo !
- A ja mówię, żebyś był cicho ! – odkrzyknęłam.
- Czy ja wam przeszkadzam ? – wtrącił nagle nauczyciel.
- Tak trochę – oznajmił Mati, po czym szybko schował się za oknem.
Wuefista popatrzył się na mnie z pogardą. Nie przejęłam się tym, zrobiłam głupią minę i wkroczyłam na boisko.
Po skończonej lekcji znów panicznie szukałam kumpla, aby oddać mu pożyczone spodenki. Przebiegłam dwa piętra i niegdzie go nie było. Leciałam dalej i nagle… Wpadłam na kogoś. Zanim zdążyłam się otrząsnąć, usłyszałam:
- Witaj… Marto.  – doskonale znałam ten chamski głos.
- Czego chcesz, Nowacki ? Trochę mi się spieszy – warknęłam.
- Czemu tak chamsko ? Co się stało z grzeczną Martą ?
- Odeszła jakieś 8 lat temu, idioto. – starałam się go wyminąć.
- Słuchaj, albo będziesz mówiła do mnie z szacunkiem, albo załatwimy to inaczej.
- I co ? Pobijesz mnie ? – prowokowałam go – no śmiało. – ironicznie się uśmiechnęłam.
Dawid patrzył się na mnie z zainteresowaniem, lecz również wściekłością w oczach. Staliśmy w bezruchu przez kilka sekund. Po chwili podszedł do mnie, złapał mnie za przód koszulki i lekko podniósł do góry.
- Powiedziałem, że porozmawiamy inaczej…
- ZOSTAW JĄ ! – usłyszałam znajomy głos zza swoich pleców.
- Ha!  - zaśmiał się pogardliwie Nowicki – Chcesz mi coś powiedzieć Black ?
- Owszem. Odstaw dziewczynę na ziemie. Ona nie jest psem.
- A jeśli nie ?
- Okażesz się, zwykłym frajerem… A nie, czekaj… Już nim jesteś – usłyszałam. Nawet nie minęło 10 sekund kiedy zobaczyłam jak Nowicki leci w tył pod wpływem silnego uderzenia. Ja poczułam tylko jak ktoś złapał mnie pod ramiona, abym nie upadła na ziemię. Podniosłam się i patrzyłam oszołomiona przed siebie na Dawida, który leżał pod ścianą.
Odwróciłam się. Moim oczom ukazał się chłopak. Nie znałam go. Nie wiedziałam, z której jest klasy, ani jak ma na imię. Wiedziałam jedynie jak wygląda i jaki ma głos.
- Dzięki – powiedziałam nieco nieśmiało.
- Nie ma sprawy – odpowiedział brązowooki.
- Nie.. Naprawdę. Dziękuję Ci.
- Tak powinien zachować się każdy, niestety chyba nikt nie miał na tyle odwagi.
- Albo nikt nie chciał mieć kłopotów. – uśmiechnęłam się – jestem …
- Marta, wiem. – przerwał mi.
- Ale skąd…
- Wiem jak masz na imię ? – znów dokończył za mnie – Znam Cię jedynie z tego, że zadajesz się z Matim. Chodzę z nim do klasy.
- Ahh… Nie wiedziałam.
- Nazywam się Szymon. – uśmiechnął się.
- Miło Cię poznać, Szymon. Szkoda, że w takiej nieciekawej sytuacji – odwzajemniłam uśmiech.
- Podryw na obrońcę – zaśmiał się, co mnie również bardzo rozbawiło.
- Zabawny jesteś, ale muszę już iść – rzekłam – Pożyczyłam od Mateja spodenki i muszę mu je w końcu oddać.
- Okej, mam nadzieję, że … do zobaczenia ? – powiedział niepewnie.
- Do zobaczenia – uniosłam lekko kąciki ust i poszłam dalej szukać kolegi. 

wtorek, 28 maja 2013

Początek Końca

Zadzwonił budzik. Odruchowo zaczęłam szukać go dłonią po szafce stojącej obok mojego łóżka. Uderzyłam go ręką, po czym ponownie wygodnie ułożyłam się w łóżku i czułam jak zasypiam. Nie trwało to długo, gdyż chwilę później otrzymałam SMS’a od mojej przyjaciółki.

Od: Nadia <3
Wstałaś ? ;)


Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 7.10.

Do: Nadia <3

Wstałam, wstałam. ;*


Odłożyłam telefon na bok i podniosłam się do pozycji siedzącej. Przetarłam zmęczone oczy, którym po chwili zmieszania ukazał się mój pokój. Fioletowe ściany, mały stolik z dwoma pufami, biurko przy którym stało krzesło obrotowe, a zaraz obok drzwi do garderoby. Na ścianach wisiał telewizor a naokoło niego mnóstwo plakatów mojego idola.
„Jesteś chyba jedynym powodem, dla którego się uśmiecham” – powiedziałam do siebie lekko unosząc kąciki ust. Chwilę później znajdowałam się już przy drzwiach garderoby. Weszłam do środka. Nawet nie minęła minuta, a ja już zdążyłam stwierdzić, że nie mam w co się ubrać. Wyciągnęłam więc zwykłe, stare jeansy, czarną podkoszulkę, na którą zarzuciłam koszulę w kratę i czerwone converse. Ubrałam się, zgarnęłam z podłogi plecak i zeszłam na dół.
- Cześć mamo – krzyknęłam wchodząc do kuchni.
- Cześć myszko, śniadanie na stole. – odpowiedziała mi.
- Dziękuję – rzekłam i usiadłam przy stole, na którym stała miska z mlekiem oraz płatki. Zjadłam przygotowany posiłek, po czym znalazłam się w łazience. Spojrzałam w lustro próbując zauważyć w sobie coś, co jest powodem wszystkich docinków i plotek. Jedyne co zobaczyłam to nie najładniejsza dziewczyna z wielkimi marzeniami. Westchnęłam. Odkręciłam wodę w kranie i przemyłam twarz, a następnie wyszczotkowałam zęby. Jeszcze raz zerknęłam w lustro, tym razem w celu pomalowania rzęs. Kiedy skończyłam odwróciłam się na pięcie i wyszłam z łazienki. Odblokowałam telefon, była 7.35. Czas do szkoły. Założyłam słuchawki i narzuciłam plecak na jedno ramię.
- Idę mamo ! – krzyknęłam wychodząc.
- Powodzenia! –usłyszałam tylko, zanim zatrzasnęłam drzwi.
Szłam szybkim tempem w stronę więzienia… To znaczy szkoły, której tak strasznie nie lubiłam. Nagle w kieszeni zawibrował mój telefon dając mi znak, że mam wiadomość. Wyjęłam go i odblokowałam ekran.

Od: Nadia <3
Powiedz wychowawcy, że się spóźnię. Do zobaczenia! Xoxo.


Nie wiedziałam o co chodzi, ale to musiało być coś ważnego, bo Nadia bardzo rzadko ma powód do spóźnień.

Do: Nadia <3
Okej, powiem. Xoxo.

Schowałam komórkę i zanim się zorientowałam przekroczyłam bramę szkoły. Mijając ludzi siedzących na ławkach czułam się niepewnie. Nawet nie wiem dlaczego, ale tak jest od zawsze. Otworzyłam drzwi budynku i weszłam do środka. Na korytarzu było niemalże pusto. Nic dziwnego, autobus, którym jeździ większość uczniów się spóźnił. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam moją drugą przyjaciółkę, więc postanowiłam podejść. Siedziała sama.
- Siemka Roksi! – krzyknęłam tak, aby mnie usłyszała, a ona wyjęła słuchawki z uszu.
- Hej kochana. Jak tam ? – spytała.
- Dzień jak co dzień – rzuciłam – a jak u ciebie ?
- W porządku. Gdzie masz lekcje ?
- Na piętrze. Idziesz ze mną ? –zapytałam.
- Nie, zostanę. Zaraz przychodzi Igor, musi mi oddać zeszyt.
- Okej, to do zobaczenia – uśmiechnęłam się i odeszłam.
Weszłam na schody, ale kiedy udało mi się pokonać trzy stopnie, uznałam, że nie ma siły alby iść dalej. Trzymając się poręczy powolnym krokiem ciągnęłam się na górę, aż w końcu ujrzałam klasę
nr 16.
„Nareszcie” – przemknęło mi przez myśl. Usiadłam na ławce pod klasą obok koleżanki. Rzuciłam plecak na ziemię i odetchnęłam. Czułam się jakbym właśnie przebiegła drogę do szkoły i wbiegła na górę.
Nagle z dołu dobiegły mnie rozmowy, krzyki i piski. Zrozumiałam, że autobus właśnie przyjechał. Patrzałam na osoby, które kolejno przechodzą obok mojej klasy. Wiele z nich patrzyło się na mnie w dziwny sposób. Gdyby ich wzrok mógł zabijać, już dawno bym zginęła. Po krótkiej chwili dostrzegłam trzech moich kumpli. Szli powoli rozmawiając i śmiejąc się. Jeden z nich zobaczył, że siedzę pod klasą i zasygnalizował to ruchem ręki, co sprawiło, że ruszyli w moją stronę.
- Siema – rozłożył ręce Seba, aby się przytulić.
- Hejka – odpowiedziałam wstając.
Filip i Mati zrobili to samo. Przywitałam się z nimi, chwilę porozmawialiśmy, ale chłopaki musieli iść już do klas. Przytuliłam jeszcze raz Mateusza, po czym odeszli, a ja głęboko się zamyśliłam. Z moich długich rozmyślań wyrwał mnie dzwonek oraz nauczyciel, który już stał pod klasą.
Zdenerwowana podniosłam plecak z podłogi i weszłam do środka. Zajęłam swoje miejsce w ławce i podniosłam rękę, przypominając sobie SMS’a od Nadii.
- Tak ? – spytał nauczyciel wskazując na mnie.
- Nadia kazała mi przekazać, że się spóźni.
- Dobrze – odpowiedział, a ja oparłam się o ścianę. Wychowawca załatwiał swoje sprawy, a ja ponownie zaczęłam rozmyślać. Zastanawiał mnie fakt, jak bardzo można lubić swojego kolegę. Z czasem zaczęłam nawet rozważać fakt czy… nie, to raczej nie możliwe.
Po chwili drzwi klasy otworzyły się. To Nadia wtargnęła do klasy jakby zaraz miałby ją złapać seryjny morderca.
- Przepraszam za spóźnienie! – wydyszała zamykając drzwi.
- Tak, tak. Marta mówiła mi, że się spóźnisz. – odrzekł, a Nadia podeszła do ławki, w której siedziałam, odsunęła krzesło i zajęła miejsce obok.
- Dzięki – uśmiechnęła się.
- Nie ma sprawy – odwzajemniłam lekko uśmiech – gdzie byłaś ?
- Musiałam zajść po drodze do lekarza, mama prosiła, żebym wzięła jej skierowanie.
- Coś się stało ?
- Nie, najzwyklejsze badanie. – oznajmiła mi i zaczęła grzebać w plecaku. – Ćwiczysz na w-f ?
- Tak, a Ty ?
- Też. Dzisiaj ponoć mamy iść na dwór grać w nożną.
- Mi pasuje – uśmiechnęłam się.
Podczas kiedy Nadia szukała czegoś w plecaku, ja postanowiłam sprawdzić, czy aby na pewno wszystko wzięłam. Wtedy spostrzegłam, że na spodzie mojej torby nie ma spodenek na w-f.
- Nie wierzę ! – krzyknęłam na całą klasę.
- Co się stało ? – spytała zdziwiona przyjaciółka.
- Nie spakowałam spodenek na w-f. – odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- To pożycz. Myślę, że Mati…
- Zamilcz – przerwałam jej, śmiejąc się.
- Ale czemu ? – odpowiedziała również się śmiejąc.
- On i tak już ma mnie zapewne za łamagę. Tyle razy coś od niego pożyczam, ale… - urwałam.
- Ale co ?
- Ale wygląda na to, że nie mam innego wyjścia – zachichotałam.
W momencie, kiedy skończyłam to mówić, dzwonek dał nam znać, że czas na przerwę. Dla mnie to raczej był wyścig z czasem, aby znaleźć Matiego, a następnie przebrać się na następną lekcję.