niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział 3.

Z samego rana obudziło mnie drapanie pazurkami w drzwi. To był mój pies. Przeciągnęłam się na łóżku i odwróciłam na drugi bok, próbując go ignorować. Młody jednak, zaczął skomleć, piszczeć i podszczekiwać.
„Jak jesteś taki cwany, to sobie otwórz!” – zaśmiałam się, wiedząc że nie da rady. Chwilę później usłyszałam stukot pazurów o panele i zdyszany oddech.
- Okej Cwaniak, wygrałeś. – powiedziałam do zwierzaka, kiedy wskoczył mi na łóżko i zaczął lizać po twarzy. Był strasznie sprytny, jak na półrocznego szczeniaka i wyjątkowo… duży.
Cwaniak zeskoczył z łóżka, a ja ponownie się przeciągnęłam, po czym wzięłam do ręki telefon. Była 6.00.
- Dlaczego Ty musisz budzić mnie tak wcześnie ? – spytałam kundelka, na co on tylko pomerdał ogonem i przekrzywił łepek. To było urocze. Usiadłam na łóżku. Rozglądając się dookoła, próbowałam dojść do wniosku, że jest poranek i muszę wstać. Powiem szczerze, że Cwaniak ułatwił mi sprawę. Zdjął z półki opakowanie z płytą mojego idola i wybiegł z pokoju. W obawie o zniszczenie płyty zebrałam się i pobiegłam za nim. Jak się okazało, młody wcale nie chciał zgryźć mi CD, jedyne czego oczekiwał, to szybkie wyjście na dwór. Odebrałam on niego zabraną (lekko zaślinioną) rzecz i poszłam na górę do swojego pokoju. Założyłam na siebie dres i wróciłam do czworonożnego przyjaciela.
- Idziemy ? – spytałam go, a on w geście potwierdzenia skoczył dwoma łapami na drzwi, które otworzyłam. Patrząc na godzinę, uznałam, że jeśli pójdę z nim na 30 min. to spokojnie zdążę do szkoły.  Przeszłam z nim przez cały park i z powrotem.
Kiedy weszliśmy do domu, Cwaniak położył się ze zmęczenia na środku salonu i nie miał najmniejszego zamiaru się ruszyć. Uśmiechnęłam się i poszłam naszykować się do szkoły. Ubrałam się, uczesałam, zjadłam śniadanie i… dostałam sms.
Od: Sebaa ^.^
Idziesz dzisiaj po szkole na Orlik ?
Po chwili zastanowienia uznałam, że to nie jest najgorszy pomysł, aczkolwiek…
Do: Sebaa ^.^
Kto będzie ? ;)
Schowałam telefon do kieszeni spodni, wzięłam plecak i wyszłam powolnym krokiem z domu. Rozglądając się po okolicy zrozumiałam dlaczego Sebastian chce iść na Orlk akurat dzisiaj. Zapowiadał się piękny, słoneczny dzień. Dla chłopaków to jedyna (od dawna) okazja, żeby pograć i przy okazji nam podokuczać. Moja komórka znów dała sygnał, że mam wiadomość.
Od: Sebaa ^.^
Ja, Filip, Matej, Nadia i Szymon :D

Do: Sebaa ^.^
Jaki Szymon ? O.o
Przez myśl przeszli mi wszyscy chłopcy, których znałam. Żaden z nich nie miał na imię Szymon.
Od: Sebaa ^.^
Taki z 3c. Ale to jeszcze nie jest pewne. Idziesz ?
Już wiem! Szymon, który obronił mnie przed moim najukochańszym damskim bokserem. Przez to zaczęłam się wahać, co odpisać. Nie wiem, czy to najlepszy pomysł, żeby… Ale z drugiej strony Chłopak i Nadia będą tam ze mną.
Do: Sebaa ^.^
Okej, pójdę ;)
Chwilę później byłam już w szkole i czekałam na Nadię oraz autobus, który miał przyjechać. W nim byli moi kumple. Nagle przyuważyłam jednak, że parę ławek ode mnie siedzi Roksi i jakiś chłopak.
Nie chciałam podchodzić i natrętnie wypytywać kim on jest, więc grzecznie poczekałam aż on sobie pójdzie. Na szczęście nie musiałam długo czekać. Kiedy nieznajomy odszedł, ja jak oparzona podbiegłam do przyjaciółki.
- Kto to był ?
- Kolega. Rok młodszy. – uśmiechnęła się – a tak ogólnie to HEJ.
- No hej, hej… Pierwszy raz gościa widzę.
- Przyszedł do naszej szkoły dopiero w tym roku. Mało ludzi go kojarzy. – odrzekła.
- No chyba, że tak. – odwzajemniłam w końcu uśmiech.
- Muszę już iść. Zadanie z matmy samo się nie przepisze. – zaśmiała się.
- Okeeej – przytuliłam Roksi, która po chwili zniknęła pomiędzy ludźmi.
Na szczęście Nadia przyszła dosłownie minutę po tym, jak pożegnałam się z Roxx. Zastanawiało mnie, czy wie, że idziemy dzisiaj na Orlik. Jednak nawet nie musiałam jej o to pytać.
- Kierunek Orlik ! – krzyknęła podchodząc do mnie.
- Wiadomo. Nareszcie będzie ciepło!
- Wiesz który to ten Szymon ?
- No… kojarzę – mówiąc to przypomniała mi się sytuacja z Dawidem.
- To dobrze. Ja kompletnie nie wiem kto to. – odparła.
- Zobaczysz może dzisiaj.
Po krótkiej rozmowie przyjechał autobus, a z niego wysiedli kolejno Filip, Mateusz i Sebastian. Nie mogłam nigdzie w tłumie wypatrzyć Szymona. Kiedy chłopcy podeszli do nas, pierwsze o co zapytałam to…
- Gdzie Szymon ? – ich reakcja była lekko opóźniona, gdyż ‘geniusze’ musieli ogarnąć o co mi chodzi.
- Umm… Nie przyjechał do szkoły. – odpowiedział mi po chwili Filip.
- To doooobrze. – rzekłam – a tak ogólnie.. to siemka – wstałam i przytuliłam ich. Nadia zrobiła podobnie.
Kiedy zadzwonił dzwonek, rozeszliśmy się do klas. Na szczęście dzisiaj niczego nie zapomniałam.
„Mądra Marta” – pochwaliłam jakby sama siebie, po czym wywnioskowałam, że to było dość dziwne.

Godziny w szkole minęły zaskakująco szybko. Możliwe, że to dzięki odwołaniu niemieckiego wszystkim klasom trzecim.
Po 6 lekcji nasza piątka zebrała się przed bramą szkoły i ruszyliśmy w stronę Orlika.
______________________________________
Trochę ciulowy rozdział, ale cóż ... >,< 

środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 2.

Kiedy w końcu udało mi się oddać Mateuszowi spodenki, poszłam powoli pod swoją klasę…
Szczerze mówiąc, przez resztę dnia w szkole nic ciekawego się nie wydarzyło.
Wracając do domu rozmawiałam z Roksaną przez telefon.
- Coś się dzieje – powiedziałam lekko zasmucona.
- O czym mówisz ? – spytała przyjaciółka.
- Chodzi mi o to, że tracę kontakt z kumplami.
- Pewnie znów dramatyzujesz!
- Wcale nie! – zaprotestowałam – Kiedyś widywałam się z nimi prawie codziennie, a teraz ? Teraz jestem szczęśliwa, kiedy porozmawiam z nimi w szkole.
- Jej.. Czemu tak jest ?
- Nie mam pojęcia, ale nie jest to fajne…
Nasza rozmowa trwała około 15 minut, aż nie ujrzałam z bliska drzwi swojego domu. Weszłam do środka, zdjęłam kurtkę, buty i pobiegłam na górę. Niemalże w błyskawicznym tempie padłam na łóżko. Chwyciłam pilota od wieży i włączyłam pierwszą lepszą płytę swojego idola. Przez długi czas leżałam wgapiając się w ukośną ścianę, na której znajdował się wielki napis „Never Say Never”.
„Nigdy nie mów nigdy” – powiedziałam sama do siebie. Po czym przez umysł przebiegło mi tysiąc myśli. Nie mogłam wytrzymać samej siebie. Mój mózg nie chciał dać mi spokoju. Chcąc się tego pozbyć, włączyłam telewizor.

„Justin Bieber niedługo ogłosi kolejne koncerty po europie! Czy możemy spodziewać się bożyszcza nastolatek po praz pierwszy w naszym kraju ?” – usłyszałam głos jakiegoś gościa. Szczerze mówiąc nawet nie zareagowałam na tę wiadomość. Wiele organizacji robiło mi nadzieję na ten koncert tak długo, aż ją straciłam.
Przez krótki czas ‘leciałam’ po kanałach. Zatrzymałam się na jakimś kanale komediowym, na którym akurat leciały „Pingwiny z Madagaskaru”. Uśmiechnęłam się sama do siebie, przypominając sobie pewne zdarzenie. Oglądając film – usnęłam.
Kilka godzin później obudził mnie telefon. Szybko otrząsnęłam się i usiadłam na łóżku. Rozglądając się po całym pokoju usiłowałam znaleźć komórkę. Leżała na biurku. Sięgnęłam po nią, nie patrząc nawet na wyświetlacz.
- Halo ? – odebrałam, próbując stłumić ziewnięcie.
- Cześć. Jesteś w domu ?
- Ummm… Jestem.
- Super. Będziemy za 10 min. – usłyszałam głos jednego z moich kumpli po czym spojrzałam na zegarek.
- Ale jest przed 20 !
- Wiem, ale ta sprawa nie możemy długo z tym zwlekać. Do zobaczenia.
Po tych słowach zorientowałam się, że rozmowa została zakończona. Nie miałam zielonego pojęcia o co chodzi. Położyłam się z powrotem na łóżko. Telewizor był ciągle włączony. Kolorowe, migające światła z telewizora oświetlały cały pokój, a po głowie nadal chodziły mi różne scenariusze togo, co się stanie, kiedy chłopaki przyjadą.
Nie musiałam na nich długo czekać, bo gdy tylko wygodniej się ułożyłam usłyszałam dzwonek do drzwi. „Cholera” – wymamrotałam.
- Marta! Koledzy do ciebie! – moja mama nawoływała mnie z dołu.
- Już idę! Nich poczekają na dole! – odkrzyknęłam, podnosząc się z łóżka.
Podeszłam do lustra i ogarnęłam się tak, aby nie wystraszyć kumpli. Założyłam na siebie przydużą bluzę i wyszłam z pokoju. Szczerze mówiąc byłam bardzo ciekawa, co to za „ważna sprawa”, którą mają do mnie chłopcy. Zbiegłam po schodach, a za rogiem już na mnie czekali.
- Hejka – podeszłam i przytuliłam po kolei Matiego, Filipa i Sebastiana. – co jest tak ważnego, żebyście musieli do mnie przyjeżdżać o 20.00 ?
- To, co chcemy ci pokazać, jest za drzwiami. – powiedział spokojnie Seba.
- Ummm… Okej ?
- Chodź z nami. – Filip otworzył drzwi mojego domu.
Wszyscy wyszliśmy a zewnątrz. Rozejrzałam się dookoła, ale nic nie spostrzegłam do czasu, kiedy nagle coś zaczęło wąchać mi nogę. Spojrzałam w dół i ujrzałam małą, czarno-białą, puchatą kulkę z wielkimi brązowymi oczami, które wgapiały się we mnie.
- O Boże! Jaki słodziak – przykucnęłam do szczeniaka. – Czyj ?
- Sebastiana – kiwnął głową Mati.
- Jaki kochany – rzekłam a maluch przystąpił do dokładnego obwąchania mnie z każdej strony. – Ale nadal czegoś nie rozumiem…
- Czego ?
- Czemu go tu przyprowadziliście, jako „bardzo ważną sprawę” ? – spytałam. W tym czasie czekoladowooki wskoczył mi bez wahania na kolana.
- A właśnie! – przypomniał sobie Seba – Nie wiem jak go nazwać.
- Jejku. – uśmiechnęłam się, a mój policzek właśnie dotknął  mały, czarny, mokry nosek.
- Może jakieś pomysły ?
Na chwilę się zamyśliłam, jak można by nazwać taką kuleczkę. Kuleczkę, która niedługo urośnie i będzie wielka. Po chwili milczenia, spojrzałam na Mateusza, który obserwował mnie i malutkiego. Uśmiechał się. Kiedy zorientował się, że patrzę na niego, lekko przymrużył oczy, jakby chciał mi coś powiedzieć. Od razu wiedziałam, co ma na myśli.
- Nazwij go Bob! – uniosłam lekko kąciki ust.
- Co ? – zdziwił się Seba.
- Noo… Powiedziałam, żebyś nadał mu piękne imię… BOB.
- Dlaczego akurat Bob ? – spytał Filp.
- Bo wygląda jak Bob – odpowiedziałam, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Argument nie do przebicia – zaśmiał się Mateusz.
- No niech będzie. Skoro już przyjechaliśmy, to niech nazywa się Bob.
- Uhuhu! – ucieszyłam się, wstając i biorąc szczeniaka ręce. Merdał ogonkiem, nie do końca wiedząc co się dzieje. Mały różowy język wystawał mu lekko z mordki, przez co maluch stał się jeszcze bardziej uroczy.
- Od dziś nazywasz się Bob, wiesz ? – uśmiechnęłam się. – Ciocia Marta kupi ci jutro po szkole ładną zabawkę.
Koledzy zaśmiali się, słysząc jak rozmawiam z psem, mimo że chwilę później robili dokładnie to samo. Zrobiło się późno. Pożegnałam więc chłopaków, którzy odjechali do domu.
Weszłam do przedpokoju.
- I co ? Jak się wabi ? – usłyszałam głos mamy.
- Dałam mu imię Bob.
- Bob ? Dlaczego ?
- Bo wyglądał jak Bob. – Zaśmiałam się i weszłam do łazienki, aby wziąć prysznic.
Po długiej kąpieli, przebrałam się w za dużą, męską koszulkę i spodenki. Przechodząc przez salon wzięłam swojego kota i zaniosłam go do swojego pokoju, położyłam w kojcu i przykryłam lekko kocem. Po czym sama poszłam do własnego łózka. Nawet się nie zorientowałam, jak szybko zasnęłam.