Kiedy w końcu udało mi się oddać Mateuszowi spodenki,
poszłam powoli pod swoją klasę…
Szczerze mówiąc, przez resztę dnia w szkole nic ciekawego się nie wydarzyło.
Wracając do domu rozmawiałam z Roksaną przez telefon.
- Coś się dzieje – powiedziałam lekko zasmucona.
- O czym mówisz ? – spytała przyjaciółka.
- Chodzi mi o to, że tracę kontakt z kumplami.
- Pewnie znów dramatyzujesz!
- Wcale nie! – zaprotestowałam – Kiedyś widywałam się z nimi prawie codziennie, a teraz ? Teraz jestem szczęśliwa, kiedy porozmawiam z nimi w szkole.
- Jej.. Czemu tak jest ?
- Nie mam pojęcia, ale nie jest to fajne…
Nasza rozmowa trwała około 15 minut, aż nie ujrzałam z bliska drzwi swojego domu. Weszłam do środka, zdjęłam kurtkę, buty i pobiegłam na górę. Niemalże w błyskawicznym tempie padłam na łóżko. Chwyciłam pilota od wieży i włączyłam pierwszą lepszą płytę swojego idola. Przez długi czas leżałam wgapiając się w ukośną ścianę, na której znajdował się wielki napis „Never Say Never”.
„Nigdy nie mów nigdy” – powiedziałam sama do siebie. Po czym przez umysł przebiegło mi tysiąc myśli. Nie mogłam wytrzymać samej siebie. Mój mózg nie chciał dać mi spokoju. Chcąc się tego pozbyć, włączyłam telewizor.
„Justin Bieber niedługo ogłosi kolejne koncerty po europie! Czy możemy spodziewać się bożyszcza nastolatek po praz pierwszy w naszym kraju ?” – usłyszałam głos jakiegoś gościa. Szczerze mówiąc nawet nie zareagowałam na tę wiadomość. Wiele organizacji robiło mi nadzieję na ten koncert tak długo, aż ją straciłam.
Przez krótki czas ‘leciałam’ po kanałach. Zatrzymałam się na jakimś kanale komediowym, na którym akurat leciały „Pingwiny z Madagaskaru”. Uśmiechnęłam się sama do siebie, przypominając sobie pewne zdarzenie. Oglądając film – usnęłam.
Kilka godzin później obudził mnie telefon. Szybko otrząsnęłam się i usiadłam na łóżku. Rozglądając się po całym pokoju usiłowałam znaleźć komórkę. Leżała na biurku. Sięgnęłam po nią, nie patrząc nawet na wyświetlacz.
- Halo ? – odebrałam, próbując stłumić ziewnięcie.
- Cześć. Jesteś w domu ?
- Ummm… Jestem.
- Super. Będziemy za 10 min. – usłyszałam głos jednego z moich kumpli po czym spojrzałam na zegarek.
- Ale jest przed 20 !
- Wiem, ale ta sprawa nie możemy długo z tym zwlekać. Do zobaczenia.
Po tych słowach zorientowałam się, że rozmowa została zakończona. Nie miałam zielonego pojęcia o co chodzi. Położyłam się z powrotem na łóżko. Telewizor był ciągle włączony. Kolorowe, migające światła z telewizora oświetlały cały pokój, a po głowie nadal chodziły mi różne scenariusze togo, co się stanie, kiedy chłopaki przyjadą.
Nie musiałam na nich długo czekać, bo gdy tylko wygodniej się ułożyłam usłyszałam dzwonek do drzwi. „Cholera” – wymamrotałam.
- Marta! Koledzy do ciebie! – moja mama nawoływała mnie z dołu.
- Już idę! Nich poczekają na dole! – odkrzyknęłam, podnosząc się z łóżka.
Podeszłam do lustra i ogarnęłam się tak, aby nie wystraszyć kumpli. Założyłam na siebie przydużą bluzę i wyszłam z pokoju. Szczerze mówiąc byłam bardzo ciekawa, co to za „ważna sprawa”, którą mają do mnie chłopcy. Zbiegłam po schodach, a za rogiem już na mnie czekali.
- Hejka – podeszłam i przytuliłam po kolei Matiego, Filipa i Sebastiana. – co jest tak ważnego, żebyście musieli do mnie przyjeżdżać o 20.00 ?
- To, co chcemy ci pokazać, jest za drzwiami. – powiedział spokojnie Seba.
- Ummm… Okej ?
- Chodź z nami. – Filip otworzył drzwi mojego domu.
Wszyscy wyszliśmy a zewnątrz. Rozejrzałam się dookoła, ale nic nie spostrzegłam do czasu, kiedy nagle coś zaczęło wąchać mi nogę. Spojrzałam w dół i ujrzałam małą, czarno-białą, puchatą kulkę z wielkimi brązowymi oczami, które wgapiały się we mnie.
- O Boże! Jaki słodziak – przykucnęłam do szczeniaka. – Czyj ?
- Sebastiana – kiwnął głową Mati.
- Jaki kochany – rzekłam a maluch przystąpił do dokładnego obwąchania mnie z każdej strony. – Ale nadal czegoś nie rozumiem…
- Czego ?
- Czemu go tu przyprowadziliście, jako „bardzo ważną sprawę” ? – spytałam. W tym czasie czekoladowooki wskoczył mi bez wahania na kolana.
- A właśnie! – przypomniał sobie Seba – Nie wiem jak go nazwać.
- Jejku. – uśmiechnęłam się, a mój policzek właśnie dotknął mały, czarny, mokry nosek.
- Może jakieś pomysły ?
Na chwilę się zamyśliłam, jak można by nazwać taką kuleczkę. Kuleczkę, która niedługo urośnie i będzie wielka. Po chwili milczenia, spojrzałam na Mateusza, który obserwował mnie i malutkiego. Uśmiechał się. Kiedy zorientował się, że patrzę na niego, lekko przymrużył oczy, jakby chciał mi coś powiedzieć. Od razu wiedziałam, co ma na myśli.
- Nazwij go Bob! – uniosłam lekko kąciki ust.
- Co ? – zdziwił się Seba.
- Noo… Powiedziałam, żebyś nadał mu piękne imię… BOB.
- Dlaczego akurat Bob ? – spytał Filp.
- Bo wygląda jak Bob – odpowiedziałam, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Argument nie do przebicia – zaśmiał się Mateusz.
- No niech będzie. Skoro już przyjechaliśmy, to niech nazywa się Bob.
- Uhuhu! – ucieszyłam się, wstając i biorąc szczeniaka ręce. Merdał ogonkiem, nie do końca wiedząc co się dzieje. Mały różowy język wystawał mu lekko z mordki, przez co maluch stał się jeszcze bardziej uroczy.
- Od dziś nazywasz się Bob, wiesz ? – uśmiechnęłam się. – Ciocia Marta kupi ci jutro po szkole ładną zabawkę.
Koledzy zaśmiali się, słysząc jak rozmawiam z psem, mimo że chwilę później robili dokładnie to samo. Zrobiło się późno. Pożegnałam więc chłopaków, którzy odjechali do domu.
Weszłam do przedpokoju.
- I co ? Jak się wabi ? – usłyszałam głos mamy.
- Dałam mu imię Bob.
- Bob ? Dlaczego ?
- Bo wyglądał jak Bob. – Zaśmiałam się i weszłam do łazienki, aby wziąć prysznic.
Po długiej kąpieli, przebrałam się w za dużą, męską koszulkę i spodenki. Przechodząc przez salon wzięłam swojego kota i zaniosłam go do swojego pokoju, położyłam w kojcu i przykryłam lekko kocem. Po czym sama poszłam do własnego łózka. Nawet się nie zorientowałam, jak szybko zasnęłam.
Szczerze mówiąc, przez resztę dnia w szkole nic ciekawego się nie wydarzyło.
Wracając do domu rozmawiałam z Roksaną przez telefon.
- Coś się dzieje – powiedziałam lekko zasmucona.
- O czym mówisz ? – spytała przyjaciółka.
- Chodzi mi o to, że tracę kontakt z kumplami.
- Pewnie znów dramatyzujesz!
- Wcale nie! – zaprotestowałam – Kiedyś widywałam się z nimi prawie codziennie, a teraz ? Teraz jestem szczęśliwa, kiedy porozmawiam z nimi w szkole.
- Jej.. Czemu tak jest ?
- Nie mam pojęcia, ale nie jest to fajne…
Nasza rozmowa trwała około 15 minut, aż nie ujrzałam z bliska drzwi swojego domu. Weszłam do środka, zdjęłam kurtkę, buty i pobiegłam na górę. Niemalże w błyskawicznym tempie padłam na łóżko. Chwyciłam pilota od wieży i włączyłam pierwszą lepszą płytę swojego idola. Przez długi czas leżałam wgapiając się w ukośną ścianę, na której znajdował się wielki napis „Never Say Never”.
„Nigdy nie mów nigdy” – powiedziałam sama do siebie. Po czym przez umysł przebiegło mi tysiąc myśli. Nie mogłam wytrzymać samej siebie. Mój mózg nie chciał dać mi spokoju. Chcąc się tego pozbyć, włączyłam telewizor.
„Justin Bieber niedługo ogłosi kolejne koncerty po europie! Czy możemy spodziewać się bożyszcza nastolatek po praz pierwszy w naszym kraju ?” – usłyszałam głos jakiegoś gościa. Szczerze mówiąc nawet nie zareagowałam na tę wiadomość. Wiele organizacji robiło mi nadzieję na ten koncert tak długo, aż ją straciłam.
Przez krótki czas ‘leciałam’ po kanałach. Zatrzymałam się na jakimś kanale komediowym, na którym akurat leciały „Pingwiny z Madagaskaru”. Uśmiechnęłam się sama do siebie, przypominając sobie pewne zdarzenie. Oglądając film – usnęłam.
Kilka godzin później obudził mnie telefon. Szybko otrząsnęłam się i usiadłam na łóżku. Rozglądając się po całym pokoju usiłowałam znaleźć komórkę. Leżała na biurku. Sięgnęłam po nią, nie patrząc nawet na wyświetlacz.
- Halo ? – odebrałam, próbując stłumić ziewnięcie.
- Cześć. Jesteś w domu ?
- Ummm… Jestem.
- Super. Będziemy za 10 min. – usłyszałam głos jednego z moich kumpli po czym spojrzałam na zegarek.
- Ale jest przed 20 !
- Wiem, ale ta sprawa nie możemy długo z tym zwlekać. Do zobaczenia.
Po tych słowach zorientowałam się, że rozmowa została zakończona. Nie miałam zielonego pojęcia o co chodzi. Położyłam się z powrotem na łóżko. Telewizor był ciągle włączony. Kolorowe, migające światła z telewizora oświetlały cały pokój, a po głowie nadal chodziły mi różne scenariusze togo, co się stanie, kiedy chłopaki przyjadą.
Nie musiałam na nich długo czekać, bo gdy tylko wygodniej się ułożyłam usłyszałam dzwonek do drzwi. „Cholera” – wymamrotałam.
- Marta! Koledzy do ciebie! – moja mama nawoływała mnie z dołu.
- Już idę! Nich poczekają na dole! – odkrzyknęłam, podnosząc się z łóżka.
Podeszłam do lustra i ogarnęłam się tak, aby nie wystraszyć kumpli. Założyłam na siebie przydużą bluzę i wyszłam z pokoju. Szczerze mówiąc byłam bardzo ciekawa, co to za „ważna sprawa”, którą mają do mnie chłopcy. Zbiegłam po schodach, a za rogiem już na mnie czekali.
- Hejka – podeszłam i przytuliłam po kolei Matiego, Filipa i Sebastiana. – co jest tak ważnego, żebyście musieli do mnie przyjeżdżać o 20.00 ?
- To, co chcemy ci pokazać, jest za drzwiami. – powiedział spokojnie Seba.
- Ummm… Okej ?
- Chodź z nami. – Filip otworzył drzwi mojego domu.
Wszyscy wyszliśmy a zewnątrz. Rozejrzałam się dookoła, ale nic nie spostrzegłam do czasu, kiedy nagle coś zaczęło wąchać mi nogę. Spojrzałam w dół i ujrzałam małą, czarno-białą, puchatą kulkę z wielkimi brązowymi oczami, które wgapiały się we mnie.
- O Boże! Jaki słodziak – przykucnęłam do szczeniaka. – Czyj ?
- Sebastiana – kiwnął głową Mati.
- Jaki kochany – rzekłam a maluch przystąpił do dokładnego obwąchania mnie z każdej strony. – Ale nadal czegoś nie rozumiem…
- Czego ?
- Czemu go tu przyprowadziliście, jako „bardzo ważną sprawę” ? – spytałam. W tym czasie czekoladowooki wskoczył mi bez wahania na kolana.
- A właśnie! – przypomniał sobie Seba – Nie wiem jak go nazwać.
- Jejku. – uśmiechnęłam się, a mój policzek właśnie dotknął mały, czarny, mokry nosek.
- Może jakieś pomysły ?
Na chwilę się zamyśliłam, jak można by nazwać taką kuleczkę. Kuleczkę, która niedługo urośnie i będzie wielka. Po chwili milczenia, spojrzałam na Mateusza, który obserwował mnie i malutkiego. Uśmiechał się. Kiedy zorientował się, że patrzę na niego, lekko przymrużył oczy, jakby chciał mi coś powiedzieć. Od razu wiedziałam, co ma na myśli.
- Nazwij go Bob! – uniosłam lekko kąciki ust.
- Co ? – zdziwił się Seba.
- Noo… Powiedziałam, żebyś nadał mu piękne imię… BOB.
- Dlaczego akurat Bob ? – spytał Filp.
- Bo wygląda jak Bob – odpowiedziałam, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Argument nie do przebicia – zaśmiał się Mateusz.
- No niech będzie. Skoro już przyjechaliśmy, to niech nazywa się Bob.
- Uhuhu! – ucieszyłam się, wstając i biorąc szczeniaka ręce. Merdał ogonkiem, nie do końca wiedząc co się dzieje. Mały różowy język wystawał mu lekko z mordki, przez co maluch stał się jeszcze bardziej uroczy.
- Od dziś nazywasz się Bob, wiesz ? – uśmiechnęłam się. – Ciocia Marta kupi ci jutro po szkole ładną zabawkę.
Koledzy zaśmiali się, słysząc jak rozmawiam z psem, mimo że chwilę później robili dokładnie to samo. Zrobiło się późno. Pożegnałam więc chłopaków, którzy odjechali do domu.
Weszłam do przedpokoju.
- I co ? Jak się wabi ? – usłyszałam głos mamy.
- Dałam mu imię Bob.
- Bob ? Dlaczego ?
- Bo wyglądał jak Bob. – Zaśmiałam się i weszłam do łazienki, aby wziąć prysznic.
Po długiej kąpieli, przebrałam się w za dużą, męską koszulkę i spodenki. Przechodząc przez salon wzięłam swojego kota i zaniosłam go do swojego pokoju, położyłam w kojcu i przykryłam lekko kocem. Po czym sama poszłam do własnego łózka. Nawet się nie zorientowałam, jak szybko zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz